Sekrety rzecznego wędkarstwa, to kolka odcinków poświęconych tej specyficznej tematyce. Kto sądzi, że podstawą wędkarskiej pomyślności jest „szczęście” powinien wyzbyć się wędzisk i zająć się grami liczbowymi lub loteryjnymi. Kto spełnienie wędkarskich marzeń uzależnia od sprzętowych lub przynętowych cudowności niech praktykowanie złudzeń uzupełni obrzędowym opluwaniem martwego robaka na haczyku.

Pozostali muszą uwierzyć zwykłemu rozsądkowi, który mówi, że sekret skutecznego wędkowania tkwi w tym, że ŁOWIĆ TRZEBA UMIEĆ! Oznacza to, że należy rozgryźć parę tajemnic rzeki i ryb, a potem metod, zanęt, przynęt i wędek. Ryby z wielkim oporem odkrywają przed wędkarzem swe gatunkowe tajemnice. Wielu ważnych informacji można się doczytać w ryboznawczej literaturze. Od przyjemności jej poznawania nie uwolni wędkarza żaden artykuł, choćby niniejszy cykl. W cyklu tych artykułów wielkiego tematu ledwie tykamy. Zauważymy w naszych wędkarskich wyprawach, że w rzekach nizinnych występują dwie duże grupy ryb łownych, obejmujące gatunki połączone ze sobą jakimiś więzami.

Jednej grupie przewodzi brzana drugiej natomiast leszcz. Obie rozdziela wiele nieuchwytnych dla laika przyczyn. Wędkarze jednak wiedzą, że decydującym czynnikiem podziału jest rodzaj dna oraz prędkość biegu wody nad dnem. Leszcz świetnie obywa się bez przepływu wody dla dobrego rozwoju są mu niezbędne miękkie pokłady denne. Brzana do życia i rozrodu musi mieć zapewnioną bystrą czystą wodę i twarde dno. Wbrew wyobrażeniom niektórych wędkarzy, w rzece ryby najłatwiej znaleźć w głównym prądzie. Jeśli jakieś przebywają w zatokach czy zastoiskach raczej na pewno będzie to drobiazg. Główny nurt przyciąga natlenioną wodą, atrakcyjnym pożywieniem znoszonym przez wodę. A jeśli łowienie w nurcie, to wiadomo – przepływanka! Nawet najbardziej leniwie meandrująca rzeka zachęca do zastosowania tej metody.

Moim zdaniem to jedna z tych metod, którą nie sposób się znudzić, a jest jednocześnie na tyle prosta i nieskomplikowana, że z czystym sumieniem polecić ją można nawet początkującym – po krótkim kursie każdy wyczuwa o co chodzi. Mam na myśli, rzecz jasna, przepływankę w wydaniu amatorskim, z batem i najprostszym, pełnym zestawem. Do realizowania tej metody odpowiadają następujące standardy: sześciometrowy teleskop możliwie najlżejszy, z pełnym zestawem, a w nim spławik w kształcie odwróconej kropli. Zestaw powinien być obciążony ołowianą łezka zablokowaną 50 cm powyżej haczyka, 15 cm poniżej jedna śrucina, kolejne 10 cm niżej następna, mniejsza śrucina opierająca się na łączeniu żyłki główniej z przyponem. Najbardziej odpowiednia długość przyponu to 20 – 25 cm. Ten sposób łowienia bardzo intuicyjny i nieskomplikowany, wymagający od wędkarza jedynie kontroli zestawu, czasem tyko lekkiego przytrzymania, które ma na celu wykonywanie ruchów prowokujących ryby do brania, bardzo dobrze sprawdza się w letniej rzece.

Pozdrawiam. Zdzisław Marciniak